Lubuskie Mazury: płynąłem kajakiem w szambie, aż wylądowałem na ściernisku. I to ma być turystyczna atrakcja?!

Zbigniew Borek
„To najdłuższy po Mazurach szlak żeglugowy o długości ponad 70 km” – czytamy w wielu publikacjach. Szlak wodny Lubuskich Mazur ma odcinki absolutnie piękne (na zdjęciach fragment z jeziora Osiek do Wielkiego w Dobiegniewie), ale Mierzęcką Strugą nie dało się w tym roku przepłynąć.
„To najdłuższy po Mazurach szlak żeglugowy o długości ponad 70 km” – czytamy w wielu publikacjach. Szlak wodny Lubuskich Mazur ma odcinki absolutnie piękne (na zdjęciach fragment z jeziora Osiek do Wielkiego w Dobiegniewie), ale Mierzęcką Strugą nie dało się w tym roku przepłynąć. Zbigniew Borek
Lubuskie Mazury reklamowane jako trasa, którą można przepłynąć kajakiem z Długiego do Gorzowa, a nawet nad Bałtyk, w praktyce jest nie do pokonania. Na Mierzęckiej Strudze, która na mapie jest częścią szlaku, musisz się zmierzyć z szambem i nie tylko.

Lubuskie Mazury to nazwa zdaniem wielu na wyrost. Zaczęła być lansowana w latach 90. w ramach promocji nie tylko lubuskiej krainy „tysiąca jezior” (tak naprawdę jest tu ponad 100 jezior o powierzchni ponad 1 ha) w okolicy Strzelec Kraj. i Dobiegniewa, ale też szlaku. „Oficjalnie” zaczyna się on na plaży jez. Lipie w Długiem (w połowie drogi pomiędzy Strzelcami a Dobiegniewem). Można nim dotrzeć do Gorzowa (116 km), a stąd Wartą do Odry i nią do Bałtyku – w „szeroki świat”. Przynajmniej w teorii.

„To najdłuższy po Mazurach szlak żeglugowy o długości ponad 70 km” – czytamy w wielu publikacjach. Też wyniki wyszukiwania wskazuje też w Google po wpisaniu hasła „Lubuskie Mazury”. Jeśli jednak chcesz go pokonać, najpierw sprawdź, czy da się przepłynąć Mierzęcką Strugę (zwaną też Mierzęcinką). Mnie - a raczej nam, bo płynąłem z żoną - się nie udało.

Lubuskie Mazury: miłe złego początki
Szlak Lubuskich Mazur z Długiego do Gorzowa mieliśmy pokonać podczas tegorocznych wakacji. To jednak wymaga kilku dni, a urlop nam się rozszedł po kościach. Aby jednak całkiem się nie poddać, postanowiliśmy go „zrobić” fragmentami, po kolei, w kilkugodzinnych wypadach.

Zaczęliśmy po bożemu, z plaży w Długiem. Przepłynęliśmy cudowne jezioro Lipie (rok w rok urzędnicy unijni wymieniają je wśród zaledwie siedmiu jezior w Polsce z „doskonale czystą” wodą). Uroczym przesmykiem dostaliśmy się na Słowa, stamtąd meandrując przez lasy i rozlewiska dopłynęliśmy do Spalonego Mostu (odbudowany za unijne pieniądze nosi dziś nazwę Mostu Przyjaźni) na jeziorze Osiek. Popatrzyliśmy na okolicę z wieży widokowej i wróciliśmy na Lipie. Po drodze: żadnych przeszkód „nie do pokonania”, fantastyczna przyroda, mieniąca się różnymi kolorami woda.

Podobne wrażenia przywieźliśmy w kajaku z drugiego odcinka. Z plaży w Ługach pokonaliśmy Ogardzką Odnogę, żeby jeziorem Osiek dopłynąć do przystani harcerskiej koło wsi Osiek. Tam kajak trzeba było przenieść około 30 m przy śluzie. Za nią było już tylko pięknie – z tą różnicą, że o ile wcześniej spotykaliśmy ludzi, o tyle płynąc Mierzęcką Strugą do jeziora Wielgie w Dobiegniewie, mieliśmy kontakt tyko z przyrodą. Pilotował nas wytrwały perkoz, mijaliśmy łabędzie, kaczki. Pod mostami i mostkiem płynęliśmy bez niespodzianek, z premią absolutnej ciszy i niesamowitych zapachów przyrody. Negatywnie zaskoczyło nas tylko samo jezioro Wielgie. Pokryte tajemniczymi kożuchami w upał pachniało niezbyt ładnie. Nie nadawało się też w tym sezonie do kąpieli. To jednak był dopiero wstęp do nieprzyjemnych doznań ze szlaku Lubuskich Mazur.

Pięknie meandruje, co rusz zmienia się krajobraz, naprawdę ekstra! – zachęcał znajomy. Jak się okazało po „fakcie”, posiłkował się wspomnieniami sprzed kilkunastu lat

Szlak wodny Lubuskich Mazur: Mierzęcka Struga zmienia się w szambo i… zanika

Kolejny odcinek miał być krótki, ale treściwy: Mierzęcka Struga, wypływając z Wielgiego, miała nas zaprowadzić do Pałacu Mierzęcin (choć nie wykluczaliśmy dłuższego odcinka). – Pięknie meandruje, co rusz zmienia się krajobraz, naprawdę ekstra! – zachęcał mnie znajomy (jak się okazało po „fakcie”, posiłkował się wspomnieniami sprzed kilkunastu lat). Z tyłu głowy miałem też zeszłoroczny spływ „Ku Bałtykowi”, którym gmina Strzelce promowała szlak wodny Lubuskich Mazur. Jego uczestnicy Mierzęcką Strugę przepłynęli…

Trochę więc byliśmy z żoną zaskoczeni, że rzeczka z Wielgiego ledwo… wypływa. Z drugiej jednak strony niski poziom wody w czasie suszy nie jest szokiem… Zwodowaliśmy się więc pod mostem na drodze krajowej nr 22 w Dobiegniewie na niezbyt głębokiej i niezbyt czystej wodzie. – Z każdym ruchem wiosłem powinno być lepiej – tłumaczyliśmy sobie nawzajem.

Ale nie było. Mierzęcka Struga wije się początkowo na „zapleczach” domów i ogródków. To widać, słychać i czuć. W wielu miejscach wypłycenia jasno wskazywały, że ktoś tu regularnie wyrzuca śmieci. Potężna kępa pokrzyw, która w pewnym momencie zamknęła światło rzeczki, powinna dać nam do myślenia. Nie dała, nie takie rzeczy przecież się pokonywało!

Wywróciło nam nosy, ale drobnymi ruchami wioseł (byle nic na nas nie kapnęło!) z „tego” wypłynęliśmy

Po niej przyszło nam przepłynąć przez około 20-metrową plamę, zajmującą całą szerokość rzeczki. Chciałbym określić ją delikatniej, ale to było g… w płynie. Wywróciło nam nosy, ale drobnymi ruchami wioseł (byle nic na nas nie kapnęło!) z „tego” wypłynęliśmy. Kiedy już zdawało się, że najgorsze za nami, rzeczka zaczęła się podejrzanie zwężać. Coraz mocniej z obu stron wbijały się w nią trzciny. Nie poddawaliśmy się, ale po 30-40 m całkiem nas zatrzymały. Mierzęcka Struga praktycznie zniknęła!

Mierzęcka Struga: jeszcze rok temu nie było problemów

- Koryto rzeki było cały czas widoczne i spokojnie nadawało się do płynięcia, choć momentami z trudem, bo Mierzęcka Struga mocno meandrowała – mówi tymczasem Eryk Szurko, dyrektor Strzeleckiego Domu Kultury. Był on jednym z czterech uczestników promocyjnego spływu „Ku Bałtykowi” z Długiego do Gorzowa zorganizowanego – powtórzmy - zaledwie w czerwcu zeszłego roku. – Na Mierzęckiej Strudze nie trafiliśmy też na żadne cuchnące „niespodzianki”. Jedynym mankamentem był niski poziom rzeczki, ale tego się spodziewaliśmy – mówi Eryk Szurko.

Zaskoczony jest Daniel Domagała, zastępca kierownika referatu spraw komunalno-gospodarczych Urzędu Miejskiego w Dobiegniewie. – To pierwszy sygnał, że Mierzęcką Strugą nie da się przepłynąć. Może poziom wody jest tak niski, a roślinność tak wybujała, że doszło do zarośnięcia rzeczki... – zastanawia się. Twierdzi jednak, że w tym roku był w Grzmiącej, około 2 km od Dobiegniewa, i „tam już Mierzęcka Struga wyglądała dobrze”. Zaznaczył, że rzeczka „podlega” państwowej spółce Wody Polskie i nie wiadomo, czy ktoś ją monitoruje.
- Ale przecież promujecie się ze Strzelcami szlakiem Lubuskich Mazur! – zauważyłem.
- No tak, rozumiem, co pan ma na myśli... Spróbujemy się przyjrzeć sprawie, ale nie wiem, co z tego wyniknie, mało kto się w Mierzęcką Strugę zapuszcza… - zastanawiał się urzędnik.

Mierzęcka Struga, czyli „Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu…”

Na wysokości Pałacu Mierzęcin Mierzęcka Struga płynie już normalnie. Dwa tygodnie później, płynąc Drawą do Krzyża (od strony Drawna, a nie Dobiegniewa), widzieliśmy z żoną, że struga nadal wpływa do Drawy i jest całkiem czysta. Pech chciał, że my się zapuściliśmy w nią już w Dobiegniewie...

Po zatrzymaniu się na ścianie trzcin musieliśmy z żoną podjąć decyzję: walczyć dalej czy się poddać. Ze 100 m jeszcze byśmy dali pewnie radę, ale jeśli trzciny zarastają strugę jeszcze przez kilometr? Albo i więcej?!... Wycofaliśmy się więc. Co też nie było łatwe.

Najpierw na wstecznym, bo gęstwina nie dawała szans na zwrot. Gdy już mogliśmy się obrócić („przód – tył” jakieś dziesięć razy) dotarliśmy do pierwszego miejsca, które pozwalało do brzegu w ogóle dobić. To określenie oddaje istotę manewru: kilkoma ruchami dosłownie wbiliśmy się w błoto. Po rycersku w nie wyskoczyłem i kajak z żoną wciągnąłem na „suchy ląd”.

Dopiero tu mogliśmy zobaczyć, że wzdłuż rzeczki ciągnie się pasmo (jakieś 50 m) wysokiej trawy i trzcin, a za nim ściernisko. Nie było wyjścia: wytargaliśmy kajak przez te 50 m (grunt na szczęście okazał się stabilny) i rzuciliśmy go na ściernisku. „Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu…” – Adriana poleciała Mickiewiczem.

Było 34 stopni Celsjusza. Oblepieni szuwarową zielenią, ja w „gumowcach” z błota, na tym ściernisku z kajakiem u stóp wyglądaliśmy jak kosmici. Pozostało tylko znaleźć kogoś, kto nas oświeci, gdzie dokładnie jesteśmy. – Na wylocie z Dobiegniewa – oznajmił zdziwiony mieszkaniec pobliskiego domu. Był tak życzliwy, że podrzucił mnie do samochodu. Pozostało tylko przenieść oklejony g… kajak przez ściernisko (jeszcze jakieś 100 m), zarzucić go na dach i wracać do siebie.

Wieczorem, przy zimnym piwie i już wykąpani, doszliśmy do wspólnego wniosku: błogosławiony ten brak czasu, który nie pozwolił na spływ Lubuskimi Mazurami z namiotem, śpiworami i całym ekwipunkiem!

Jedna ładowarka do tabletów i smartfonów?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie